05.04.2015

Moja Indyjska Rodzina

Nie ma nic lepszego od wieczornej nadchodzącej ciszy wśród ludzi, z którymi czujesz więź. Może się to wydać dla wielu niezrozumiale, ale są ludzie i miejsca, które czekają na twoje przybycie tak jak i ty czekasz na ich spotkanie. Yasira poznaliśmy w Manali w momencie, gdy obsypani kolorowym pyłem świętowaliśmy święto, którego nie rozumiemy - Holi. Wyglądaliśmy co najmniej na obłąkanych! To go na szczęście ostatecznie nie odstraszyło. Miesiąc później odbiera nas z dworca w zupełnie innej części Indii i zabiera do siebie do domu. Przedstawia swoją mamę, przyjaciela, zostawia z siostra na Skypie. Kiedy ludzie mówią, że nie ma nic za darmo w życiu, a ja właśnie jem krewetki zrobione z myślą o mnie (a wspomniane w luźnej rozmowie w Himalajach) to myślę sobie, że ktoć się pomylił. kiedy pół godziny później siedzę w towarzystwie cioci i kuzynki, która z zapamiętaniem maluje mi moją wymarzoną hennę to myślę sobie, że ktoś znów się pomylił.

Bo to są rzeczy, których nie da się kupić. Czuje się znów obdarowana. Siedząc swobodnie w fotelu w indyjskim domu z kobietą, której serce widać jak na dłoni i rozmawiam do 3:30 nad ranem mogę pytać o to, co tylko zechcę. O gotowanie, o przyprawy, o przepisy, o znaczenie kropki na czole i roli kobiety w rodzinie. Rozmawiamy o córce, o tęsknocie, o kwiatach, kotach, a czasem milczę, bo czasem człowiek myśli, że to może zbyt wiele... Wspominałam o mango? Z ogródka? prosto z drzewa? Heh, o tak zrywałam i jadłam tak jak się je papierówki u babci w ogródku.

Spełniają się moje marzenia, jedno po drugim. Strach o nich myśleć i je wypowiadać, bo one naprawdę to slyszą. Wszystko to za darmo, bez pieniędzy bez wymiany. Zachód słońca nad Oceanem Indyjskim, wiatr we włosach, piasek pod stopami. W trakcie tych wszystkich rozmów uderza fakt, że mamy sobie tyle do opowiedzenia. Ciekawość nas zżera jak to u nich jest, a ich jak u nas. Godzinami o najprostszych rzeczach. Ktoś by pomyślał, że kultura, religia, zwyczaje tak inne, że trudno o dialog. Kiedy jednak człowiek sam w swej istocie wysuwa się na pierwszy plan dialog jest długi i treściwy. Pełen ciekawości zrozumienia i wzajemnej miłości. Mamuśka powiedziała, że to spotkanie jest dla niej wyjątkowe, że czuje w stosunku do mnie i chłopaków szczególną nić. Powiedziała to zanim ja zdążyłam powiedzieć swoje! Może i lepiej. Czasem nie trzeba słów, by czuć się zrozumianym i na miejscu takie spotkania są najlepsze.

Dziś rano, kiedy do domu wrócił tata i wszyscy razem wybieraliśmy się na ryby, wodospady, góry i oceany, mama zadbała o to, bym miała bransoletki i ozdobę na szyi. Heh, no doprawdy można się poczuć zauważonym i u siebie, gdyby nie kokosy, palmy i żar z nieba przypominający o niecodzienności tej sytuacji. Do listy spełnionych marzątek muszę jeszcze dodać nocną kąpiel w przesłonym oceanie, w towarzystwie pokrzykiwań rodziców, żebym się nie utopiła i że mam nie odpływać za daleko:) Myślę, że był to widok dla nich dość niezrozumiały babka w ubraniach do wody no ale cóż. Ja też wiele nie rozumiem:) Z tą kąpielą zresztą tak, jak z tymi krewetkami. Pragnienie rzucone mimochodem wychwycone przez jednego bystrego staje się prawdą muszę, wiec uważać, o czym myślę, a już na pewno, o czym mówię. Poranek dnia dzisiejszego to porwanie mnie na zakupy, których efekt objawie zainteresowanym niebawem. Dodam tylko, że zaangażowała się w to mama, synek, sprzedawca kurczaka i krawcowa mieszkająca na skraju wioski.

Trzymajcie się ciepło!

The Blue Bird